Wypij swoje życie do dna

Wypij swoje życie do dna

– Mamo! Mamo! Gdzie jesteś?

– Cicho, ona śpi.

– Zmęczyła się?

– Nie. Ona po prostu śpi. Poradzimy sobie, no chodź.

Podsłuchuję tę rozmowę, leżąc w łóżku, w zamkniętym pokoju, odizolowanym od reszty świata.

Jest środek dnia, w moim domu jest w tej chwili 12 osób. Ja, mąż, szóstka naszych dzieci, dzieci przygarnięte  i dziadkowie. Obiad urodzinowy, grill i tort. A ja śpię. Oddaję do poduszki nadmiar emocji i wrażeń. Tak o siebie dbam. Co za cudowna bezczelność we mnie!

Kiedyś nie pozwalałam sobie na prawdziwe dbanie o siebie. Wypiłabym trzecią kawę i z jadem na ustach albo z zaciśniętymi ustami i pośladami, zrobiłabym grilla, surówkę oraz sześć drinków, no bo goście, urodziny i te sprawy. Wieczorem nie pamiętałabym, co się stało i kogo zdążyłam uszkodzić krzykiem albo chłodem emocjonalnym.

Byłam Matką Potworem ziejącą nienawiścią do własnego życia. Dzisiaj jestem czułą matką, która opiekuje się przede wszystkim sobą, co skutkuje łagodnością nie tylko wobec siebie, ale również wobec innych. A łagodność nie oznacza, że jestem milusia i cieplutka, lecz prawdziwa i dorosła. Czująca i przytomna, skomunikowana przede wszystkim ze sobą, z tym, co czuję i z tym, czego potrzebuje.

Po raz pierwszy zostałam mamą 27 lat temu w lipcowy, duszny dzień. Po raz ostatni dwadzieścia lat później i uwierz mi, było równie duszno i gorąco. Pomiędzy tymi dwoma datami nastąpiło mnóstwo upalnych, a często zimnych dni. Wachlarz emocji, jakich doświadczyłam, będąc matką, jest niedostępny w żadnym z podręczników i kursów.

Niestety, do macierzyństwa nie da się przygotować teoretycznie, a praktyka to nic innego niż operacja na otwartym sercu. Czasami myślę, że chirurg czy też może kardiochirurg ma znacznie łatwiejsze zadanie – jest moment rozpoczęcia operacji i jej zakończenia, natomiast w przypadku bycia rodzicem operacja nie ma ram czasowych i nieustannie popełniam błędy, które ranią zarówno dziecko jak i mnie.

Pytanie brzmi  “Co zrobić, by tych ran było jak najmniej?”

Ktokolwiek jeszcze wierzy, że istnieje rodzicielstwo bez skutków ubocznych, żyje w iluzji. Ktokolwiek wierzy, że kończąc kurs NVC lub zgłębiając tajniki rodzicielstwa bliskości, nie zrani swojego dziecka, jest w błędzie.

„Kto błądzi, ten znajduje wiele ścieżek.” Nie znasz tego powiedzenia? Bardzo możliwe, bo je przed chwilą zmyśliłam, aczkolwiek zapewniam – jest w 100% prawdą. Co jest najtrudniejsze w tym błądzeniu i szukaniu ścieżek? Emocje. Moje własne i mojego dziecka. Skąd się biorą te trudne emocje?

Myślisz, że z pośpiechu, niewyspania i trudnego charakteru Twojego lub dzieciaka? Nie do końca. Mogę być wyspana, mieć czas, a jednak co chwilę wybuchają we mnie małe i wielkie wulkany złości, żalu, rozczarowania lub smutku. Kiedyś nie do opanowania, dzisiaj coraz łatwiejsze do objęcia i zaopiekowania.

Skąd ten trud? No skąd?

Z naszego małego wewnętrznego dziecka. Z nieprzeżytych sytuacji w dzieciństwie, gdy trzeba było siedzieć cicho lub szybciutko się dostosować. Z braku Dorosłego, który umiał objąć swoją własną złość lub niemoc i płacz dziecka. Z braku przyzwolenia, by przeżyć do końca dziecięcą złość lub frustrację.

Dorośli tak często mówią – trudne dziecko, niegrzeczne, źle wychowane, kapryśne, złośliwe. Mówią tak o dziecku, które okazuje emocje wysoce niewygodne dla opiekującego się nim rodzica, ale w gruncie rzeczy mówią o sobie i o swojej niezdolności do zajęcia się własnymi emocjami. Kiedy moje dziecko jest „niesforne”, a mnie zalewa fala emocjonalnego tsunami, to znak, że emocje nie są stąd, lecz z miejsca, które było dawno, dawno temu.

Czy jest jakieś pocieszenie wobec tych rodzicielskich wulkanów i fal tsunami? Jest, oczywiście, że jest! Zawsze jest dobry moment, żeby zająć się sobą i tym, co w nas niewygodne, tylko widzisz sekret jest prosty, a zarazem trudny – zająć się trzeba nie innymi, lecz sobą, właśnie wtedy zmienia się cały świat. Bo centrum zmiany jest w Tobie, nie w innych.

To, co czujesz jest tym, co przyciągasz. I na odwrót – to, co przyciągasz, pojawia się, by ożywić w Tobie to, co chce być przeżyte do dna. Może na dzień dobry – prosta praktyka. Kiedy Twoje dziecko lub bliska osoba doprowadza Cię do szału, zatrzymaj się. Znajdź miejsce na to, by nazwać to, co czujesz. Możesz sobie te emocje wyobrazić.

Czym jest to, co czujesz? Gdyby mogło być  zwierzęciem, czym by było? Szakalem? Małpą? Dzikiem? Szarą myszką? Zranioną sarną? Kiedy zobaczysz to zwierzę w sobie, podejdź do niego i zapytaj „Czego ci trzeba? Czego Ci brak? Co mogę dla Ciebie zrobić?”

Bardzo szybko odkryjesz, że to mogą być drobne czynności – szloch, podskakiwanie, uderzanie w poduszkę, płacz. A może położenie się na łóżku w pozycji embrionalnej i pogłaskanie siebie. Niewiele, a tak bardzo może zmienić Twoje życie i Twoich bliskich.

Temat wewnętrznego dziecka i braku opieki nad nim oraz wewnętrznego rodzica, który czeka na narodziny pojawi się tutaj jeszcze nie raz. A dzisiaj jako uzupełnienie tej historii, możesz posłuchać Opowieści o Perfekcyjnym Dziecku:

https://dotykamzycia.pl/produkt/opowiesc-o-perfekcyjnym-dziecku/

Polecam ją szczególnie tym, którym daleko do swoich dzieci albo dopiero zaczynają swoją podróż z wewnętrznym dzieckiem.

Dbanie o siebie jest dbaniem o innych. 

Dorosły to ten, kto opiekuje się sobą tak, by nie musieli robić wszyscy wokół. Chcesz dorosłości? Zacznij się sobą opiekować jak najlepsza matka już dziś.

(Odwiedzono 624 razy, 1 wizyt dzisiaj)

Powiązane wpisy

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *